Po co w wioskach tyle krzyży?

Oprócz tajemnic samych kamiennych krzyży bruśnieńskich, warto zgłębiać inne powiązane aspekty. Najważniejszy z nich, to ogólny powód i coś w rodzaju mody na krzyże przydrożne, czy takie przydomowe ochronne i dziękczynne. Gdy przyjrzymy się datom na krzyżach, zorientujemy się, że pewien boom stawiania krzyży, nastąpił mniej więcej po zniesieniu pańszczyzny w 1848 roku. Do tego czasu, a także w okolicach tej daty, królowały głównie krzyże gromadzkie, czy pamiątkowe, będące pomnikami. Nagle nastąpił wysyp i mniej więcej od roku 1860 lawinowo zaczęły się pojawiać krzyże przydomowe. Należy przypuszczać, że główną przyczyną były nabożeństwa majowe „majówki”.

Ks. Wincenty Buczyński wydał we Lwowie pierwszą książeczkę o nabożeństwach majowych (1839). Po 30 latach nabożeństwo majowe stało się bardzo popularne i znane w całym kraju.

Tak zwane majówki, w kościele katolickim znane były już w XIII wieku. Ale ich popularność w Polsce zaczęła się na dobre koło 1870 roku. Jest to jednocześnie czas masowego stawiania krzyży kamiennych w naszym regionie. Dziś samotne krzyże w lesie, czy przy drodze wydają się jakimiś bliżej nieokreślonymi „sakraliami”, tymczasem jeszcze kilkadziesiąt lat temu były miejscami, które tętniły życiem szczególnie w maju. Przy nich zbierały się duże grupy ludzi i śpiewano litanie. Jeżeli wyobrazimy sobie taką dużą wioskę, która miała na przykład tysiąc mieszkańców, to naturalnym się wydaje, że każdy przysiółek, czy też część wioski musiała mieć swoje miejsce, gdzie mniejsze grupy się zbierały i śpiewały.

Wiadomym jest, że dla gospodarza, który ufundował krzyż i zbierali się przy nim majówkowicze, był to duży zaszczyt. Zazwyczaj ci bogatsi gospodarze mogli sobie pozwolić na taką fundację. Tym bardziej było to cenne dla gospodarza, że modlitwy przy krzyżu były jednocześnie modłami w intencji, jaką miał gospodarz stawiając „figurę majówkową”.

We wspomnieniach starszych ludzi, kamienne krzyże przydomowe czy przydrożne, zawsze są powiązane z majówkami. Często wspominają, że tam zawsze były majówki, ale teraz nie ma… ludzie wolą iść do kościoła, albo w ogóle nie chodzić na nabożeństwa. Zarówno kapliczki, jak i krzyże, wywołują u starszych ludzi ciekawy stan nostalgiczny. My dziś zachwycamy się krajobrazem, kamiennymi działami sztuki ludowej, tymczasem nie bierzemy pod uwagę tego, że kamienne figury miały swój konkretny cel, głównie religijny. Ta nostalgia wiązała się z niezwykłymi wspomnieniami odgłosów we wsi w maju. Pod wieczór, gdy wyrabiano się już ze swoimi pracami, mieszkańcy szli do najbliższego krzyża, najczęściej do rodziny, albo przyjaciół i tam siadali na ławeczkach. Zawsze w tym gronie była przewodnicząca, która miała najmocniejszy głos i znała litanię, często na pamięć. Inni śpiewali z nią. Nie zbaczając na to, czy za głośno, czy przystoi czy nie, śpiewano na cały głos litanie. Te śpiewy były tak donośne, że było je słychać z daleka. Dosłownie cała wieś śpiewała. Musiały być to niezwykłe odgłosy, rozbijające się o wieczorną ciszę, skoro starsi ludzie do dziś mówią o tym, jak o koncertach najwyższej klasy śpiewaków.

Dla mnie, te przydomowe krzyże śpiewają, wokół nich roznosi się aura dźwięku. Pachną one też świeżymi kwiatami, którymi majono w maju krzyże. Nie jest to zimna kamienna figura, tylko ciepły obraz przeszłości, która już nie wróci…

majoey