Po co komu te krzyże i kapliczki?

Dzisiaj wielu ludzi zadaje sobie pytanie, jadąc przez wioski, po co tam tyle krzyży stoi? Do czego to komu potrzebne? Czytając jeden z blogów pewnego „turyściny”, znalazłem też wypowiedź, która pokazuje mentalność pewnej części społeczeństwa, nie do końca zdolnej do tolerancji, ale przede wszystkim, zrozumienia idei obrzędów. Mianowicie ów turysta ubolewał, że na Roztoczu jest tyle krzyży kamiennych i niszczą krajobraz. Już minęły czasy, kiedy religią przesycony był każdy aspekt rzeczywistości. Już praktycznie nikt nie żegna się wychodząc z domu ani do niego wchodząc. Mało kto już żegna się przy każdym krzyżu, kapliczce i świątyni. W Bruśnie Nowym, idąc od kościoła do Polanki Horynieckiej, trzeba by się było przeżegnać co najmniej dziesięć razy. Coraz mniej osób dziś pozdrawia się formułą: „Szczęść Boże”. Wreszcie zanikają też obciążające i czasochłonne obrzędy poza kościelne. Takimi obrzędami były kiedyś drogi krzyżowe i dni krzyżowe.

Obecnie mamy już przewagę dróg krzyżowych w kościołach. Tylko w miejscach z tradycją jest inaczej. Dni krzyżowe często już zanikają całkowicie. Tymczasem to właśnie ten element sprawia, że nasza rzeczywistość traci barwy i staje się szara.

Dni Krzyżowe (TUTAJ artykuł wyjaśniający te obrzędy) są do dziś najchętniej obchodzone przez rolników. Trzy dni przed Wniebowstąpieniem Pańskim, odprawiano procesje. Chodzono trasą po przydrożnych krzyżach, przy których się zatrzymywano. Na te dni przystraja się krzyże kwiatami, wstążeczkami, a także otwiera kapliczki, które też są przystrajane. Dlatego też osoby zajmujące się krzyżami, powinni wziąć poprawkę na to, co z nimi robią. Bowiem zatracili często już ich sakralny charakter, poprzez notoryczne bezpodstawne ich strojenie i ciapanie farbą, tylko po to, bo ktoś się nabija, że ktoś nie dba o krzyż. Zarówno kapliczki, jak i krzyże, powinny być szczególnie ozdabiane na święta. Poza nimi, nie powinno być ozdób, bowiem niszczy to ideę odświętną. Można zadać sobie pytanie, czy co tydzień stroimy choinkę?

Na pytanie, po co komu te krzyże i kapliczki, odpowiedzieć można, że teraz to już tylko obraz zamierzchłej przeszłości i zwyczajów społecznych, nikomu nie potrzebny, stąd wiele z nich jest zaniedbanych, albo ochlapywanych farbą i wiązanych sznurkiem od snopowiązałki sztucznymi kwiatkami, które zasłaniają walory artystyczne takich świątków.

Źródło stawiania krzyży i kapliczek, wiązało się z zamierzchłymi częstymi procesjami religijnymi, które miały bardzo duże znaczenie dla rolników. To były zabiegi magiczne, mające na celu przebłaganie Boga, by nie zsyłał kataklizmów i plag. Dlatego właśnie, gdy jakiś krzyż uległ zniszczeniu, to ponawiano wystawienie w tym samym miejscu. Bogatsi gospodarze fundowali takie krzyże, przy okazji dając własne intencje, za które przy religijnych obrzędach modlili się wierni, w zamian za ową fundację. Mechanizm jest identyczny jak w przypadku fundacji kościołów przez bogatych szlachciców. Jednym z punktów fundacji, swoistej umowy z kościołem, było odprawianie przez ileś lat, na przykład co tydzień, mszy w intencji fundatora. Dlatego tak chętnie wielu chłopów stawiało krzyże, bowiem dawało im to niezwykle cenne dla nich łaski, jakie mogli wymodlić ludzie, czy też zapobiec czemuś. Magiczne zapobieganie złemu losowi było czymś w rodzaju polisy u Boga. Krzyże czy kapliczki dziękczynne, wystawione za wysłuchanie modlitw, czy też uzdrowienia, to nic innego jak zabezpieczenie przed nawrotem czegoś złego.